nienawidzę poprzedniego wpisu, może bo był dawno, korci mnie by skasować.
hermetyczniej - srologia prowadzi absolutnie do nikąd, koledzy. ale uprawiamy ją w poszukiwaniu noise. i słusznie. kto powiedział, że do nikąd to źle.
nie uważam, żeby to już było to zmartwychwstanie, o którym napisałam u miaumiau. ale się zobaczy.
w niebezpiecznym umyśle clooney mówi do głównego bohatera -kurwa masz 30 lat. jezus chrystus do 33 roku życia zmarł i zmartwychwstał. streszczaj się więc.
a skoro już o jezusie mowa. dzisiejsza wycieczka do często-how. i tu na samym począteczku szok w autobusie "do". jechałam tam z klasą trzecią SP, czyli 12 (?) lat temu. pani przewodnik, pamiętam jak dziś, miała podobną watę cukrową na głowie jak pani w "recepcji" naszego instytutu tylko bardziej w lyla róż wchodzącą. mówiła przez mikrofon do nas - kompulsywnych zbieraczy karteczek z bohaterami disneya, posiadaczów tryptykowych super-piórników o gumowych przegródkach na mazaki we wszystkich kolorach tęczy. i powiedziała, że "częstochowa" dlatego, że kiedy wyglądamy przez okno i nasze spojrzenia obierają azymut na jasnogórską wieżę, wieża ta "często się chowa" za pagórkami, którymi usiany jest krajobraz. zrazu zaczęłam powątpiewać w tę mocno naciągniętą teorię i dziś rzeczywiście wszystkie wątpliwości rozwiała tuśka (takim metaforycznym wiatrem co ostatnio go przetłumaczyłam w "petronii arbitri satyricon"). chodziło o nikogo innego jak o księcia Częstocha (wyborne imię!).
choć nie wykluczone, że rzeczywiście od "często-how" roboczo wymyślonego przez rodzinę. często zadajemy sobie pytanie "how", a bardziej "how come" podczas zwiedzania. na przykład how come przewodnik jest głupim prostakiem? how come musimy spieszyć się z powrotem na mecz legia-wisła? how come klemens na stoisku z pamiątkami wybiera game-boya? (a nie ma w nim gier o zmianie sukienki matki boskiej jasnogórskiej, ani też "maluj z paulinami").
wracając do jezusa i kończąc, należałoby tu odśpiewać moją ulubioną piosenkę (tekst+muzyka+choreografia monkas) "zabiliśmy jezusa dobrze mu tak", a przynajmniej "chrześcijanin tańczy". pozostawiam to bogatemu życiu wewnętrzmenu czytelników.
ja nigdy do częst-how nie trafiłam, także o często chowającej się górze nie słyszałam i waty cukrowej na głowie przewodniczki nie widziałam, choc lyla róż brzmi przekonująco. Natomiast obiema rękami mogę sie podpisać pod tryptykowymi piórnikami dodatkowo z fascynującymi arabeskami na plastikowej powierzchni. Nie mniej jednak trza powiedzieć, że how come to pytanie zasadnicze i podstawowe w życiu każdego 4lotka, a jak wiemy z psychologii to najważniejszy moment w rozwoju człowieka jeśli idzie o postrzeganie świata, także niewątpliwie etymologia często how-y ma sens.
OdpowiedzUsuńale wexmy inne słowo na warsztat. Zastanawiałaś się kiedyś jaka jest etymologia słowa rajstopy?
to byłam ja -ami
ej ty! tyryty
OdpowiedzUsuńte, laska, miał być wielki come back i co?
how często ty tu come?
to mówiłam ja-julia
aha, jakby co bukowina se ne wrati jednak, ciocia nie kazali.
OdpowiedzUsuń